bag_lady

Wpis

sobota, 05 lipca 2008

MIASTECZKO XIX, cd

Na fali


Nadia zostawiła nam masę towaru, ot tak na słowo i ruszyła swoim włanym szlakiem, miała wrócić do Miasteczka na festiwal kapel.
Zajęta po uszy, zupełnie nagle zauważyłam, że jest lato, że ludzie wokół odpoczywają, opalają się, błogo leniuchują.
- Idziemy się opalać, nad Wisłę!
- A co będziesz sobie opalać - wścibsko zapytała Wiola - wiesz Vivi, już jesteś i tak czarna, po ci to?
- Mam ochotę popatrzeć na wodę, mam ochotę nic nie robić - rozmarzyłam się.
- To i ja polezę - zgodziła się skwapliwie.
Na nadbrzeżu kłębił się tłum. Nagle nabrałam ochoty na popłynięcie statkiem. Nie kosztowało to majątku. Calą drogę nie odzywałyśmy się do siebie. Wokół było i tak gwarno. Na wysokości drewnianego, malowniczego wiatraka statek zawrócił,  a szkoda, mogłam tak płynąć i płynąć. Wiatrak to był chyba ten sam który niejakiego Antka pchnął w świat, ta sama okolica. Na wodzie budziła się moja dusza pirata i wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach.
Osobiście wątpię, czy kiedykolwiek na Wiśle, szczególnie w tym miejscu grasowali piraci, ale mogłabym się zaciągnąć.
Chyba jednak byłam zmęczona i marzyła mi się jakaś odmiana. Dręczyło mnie przekonanie, że robię coś głupiego, że nie tędy droga. Z wielką niechęcią musiałam przyznać przed samą sobą, iż unikam myślenia o tym, co bardzo ważne. Sytuacja wymagała radykalnych rozwiązań, a usiłowałam udawać, że wszystko jest w porządku... Czułam - rozwiązanie jest blisko, jest łatwe i możliwe. Z drugiej strony przytłaczały minione doświadczenia.
Próbowałam zatrudnić kogoś. Konkretnie dziewiarkę. Dałam anons do prasy. Zgłosiło się wiele pań. Umawiałam się z nimi, odwiedzałam, oglądałam ich dzieła. Wybrałam kilka. Zaczęłam od pani, jak mi się wydawało najbardziej doświadczonej, dyspozyzycyjnej, bo na emeryturze. Dostała włóczkę, druty, najdokładniejszy opis, gotowy sweter na wzór. Po tygodniu mogłam obejrzeć rezultat. Pani się nie spodobał wzór, zamieniła na inny,  ładniejszy jej zdaniem. Rękawki zrobiła po swojemu, bo tak lepiej... W dodatku jakość wykonania znacznie odbiegała od uprzednio zaprezentowanych mi przykładów. Tylko bardzo niskiemu ciśnieniu zawdzięczam, że żyję jeszcze...
Nader podobnie było z następnymi paniami.  W każdym przypadku działała reguła: dla siebie robiły znacznie lepiej, dla mnie, choć umówiona cena za pracę była przyzwoita, o wiele gorzej! Tak się zastanawiam, dlaczego?
- Co masz taką ponurą minę? - aż się wzdrygnęłam jak Wiola zagadała do mnie.
- Zamyśliłam się - odpowiedziałam z roztargnieniem - próbuję coś wymyślić, no wiesz...
- To teraz?! Jak jest tak fajnie?! - była rozradowana jak rozbrykane dziecko.
Przyjrzałam jej się.
- A co, on przyjedzie? - rzuciłam od niechcenia.
Wiola spłonęła jak wiśnia.

W Miasteczku  było coraz tłoczniej, turystów przybywalo z każdym dniem. Dla nas najważniejsza była pogoda, temat nieustannej troski i rozmów. Dezcz to była klęska, a najgorzej, gdy nadchodził znienacka. Z kolei pan Jan narzekał na suszę i był spragiony deszczów, nasze  opozycyjne oczekiwania  starannie  przed nim ukrywałyśmy. Odpowiadały nam dostawy warzyw i owoców, a nawet pogawędki z nim. Ten rolnik z dziada-pradziada, bez żadnego wykształcenia posługiwał się zdumiewająco piękną polszczyzną wtrącając ledwo trochę rusycyzmów. Słuchając go czułam się jak w sercu ojczyzny.


 Pogoda rządzi


Zaczęło się dziać dużo. Przyjechał, jak zgadłam Chudy. Wiola rzecz jasna straciła zainteresowanie całą resztą świata, czego jej za złe mieć nie mogłam.
Zbliżały się dni festiwalu. Było w Miasteczku coraz więcej turystów. Nawet próbowałam stać na Krzywym Rynku w inne dni tygodnia. Coraz bardziej byłam rozdarta, już należało robić na całego rzeczy na sezon jesienno-zimowy, a ja tu stoję... Dziubałam, co prawda sweter, ale skokami, bo dorabiałam biżuterię na bieżąco. Poczucie, że robię nie to, co trzeba przygniatało jak wszystkie kamienie Himalajów. Ciągle mi jednak brakowało czasu na zastanowienie się. A może po prostu nie chciałam myśleć? Towar od Nadii dawał kasę. Jednak dużo sprzedanych, tanich rzeczy to lepsze niż parę drogich. Kolonijne wycieczki chętnie kupowały drobiazgi za parę złotych.
Pogoda była piękna, ale w miarę zbiżania się festiwalu narastał niepokój i słusznie. W przededniu zachmurzyło się i zaczęło padać. Najpierw nieśmiało, podam rozpadało się na całego.
- Może przestanie do rana - wraziłam życzenie.
- Wiesz, on nam może dać kawałek miejsca w swoim namiocie - miała na myśli Chudego.
- Kawałek...  będziemy mu przeszkadzać. Pardon, ja będę, bo ty mu możesz nawet siedzieć głowie i nie piśnie - łypnęłam na Wiolę.
Wyraźnie promieniała zadowoleniem. Ja się zabrałam za pakowanie, bo nie zamierzałam się łatwo poddawać. Wywlekłam wielką płachę folii ogrodniczej, znalazłam zszywacz biurowy i zaczęłam klecić pokrowiec na stragan.  Nie było to dobre rozwiązanie, trochę pomagało na niespodziewany deszcz, kiedy trzeba było ratować dobytek przed zmoknięciem.
Kiedy późno kładłam się, dosłownie z budzikiem na poduszce, deszcz walił w okno, łomotał.
Obudził mnie budzik, który warczał jak wściekły i jeszcze jeden dziwny dźwięk, dochodził jakby od drzwi wejściowych. Było jeszcze ciemno, pora wczesna okropnie, deszcz lał.
Ktoś, czy coś, z  wielką gwałtownością walił w drzwi.  Wiola siedziała na posłaniu rozespana i przestraszona.
- To może  być  wilkołak - wyszeptała.
- Dlaczego wilkołak? Jest przecież po północy? - zdziwiłam się i nagle otrzeźwiałam.
Pobiegłam do tych drzwi.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
vivictoria
Czas publikacji:
sobota, 05 lipca 2008 22:53

Polecane wpisy

  • WCZASY V

    Od samego początku tęsknym okiem wodziłyśmy za szczęśliwcami, którzy siedzieli sobie w dużych, wiklinowych koszach plażowych. Jakoś nam się to wydawało luksusem

  • WCZASY IV

    Siedziałyśmy niemrawo przy stoliku, gapiąc się jednakowo bezmyślnie na talerze i przeczekując Babę. Baba odwala trzy razy dziennie ten sam rytuał. Przechodząc p

  • WCZASY III

    To było dziwne. Z jednej strony stanowiłyśmy najweselszą grupę na tych wczasach, z drugiej nasze niezadowolenie rosło... Wymagano tam karności i dyscypliny, co

Komentarze

Dodaj komentarz

  • persjanka napisał(a) komentarz datowany na 2008/07/06 09:20:52:

    czytam czytam..jeszcze troche to bede po dwa razy czytac z glodu twoich literek:))...pozdrawiam ania

  • vivictoria napisał(a) komentarz datowany na 2008/07/07 18:38:30:

    Aniu, dziękuję, zbieram się do Ciebie napisać!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Bag Lady Blog

KONTAKT

@