bag_lady

Wpis

piątek, 04 lipca 2008

MIASTECZKO XVIII, cd

Niedziela pracująca

Nazajutrz jak gdyby nigdy nic, rano świeciło słońce. Plując sobie w brody i mamrocząc wyszukane inwektywy pod własmym adresem ciągnęłyśmy wózek w takim tempie, że hałas wprost powalał.
- Nie leć tak, bo nas ukamieniują za ten rzęgot.
- To nie  ja lecę, to leci samo!
Faktycznie nachylenie jezdni było spore.
Na Krzywym Rynku już był komplet, objeżdżałyśmy go dokoła z głupią nadzieją, gdy Grisza dał  mi znak ręką a drugą ludziom, którzy się już rozłożyli niedaleko. Doprawdy nie mam pojęcia, jak to się stało! Nagle zrobiło się trochę miejsca, jakby ktoś schował cały stragan, ale jak?! W siebie?! Podziękowałam i błyskawicznie skorzystałam. Dzień był niezły, ale tematem numer jeden były muszki, które atakowały bez litości. Dlaczego nie mnie? Nie mam pojęcia, być może to była zasługa perfum, których używałam,  takie mam podejrzenia, że muszki ich nie lubią...
Wiola była jedzona żywcem i z wielkim apetytem. Opędzała się, jakby nagle wyrosły jej wentylatorki zamiast rąk. I wtedy przyszedł, choć właściwiej byłoby powiedzieć przylazł ten facet. Z bukietem jakiś roślin obficie kwitnących białymi mikro kwiatkami. Zapach od tego bił nieziemsko smrodliwy, że wprost określę. Podszedł do nas i zatknął ten bukiet na naszym stojaku.
- Już nie będą dokuczać - uśmiechnął się i chwiejnym krokiem się oddalił zanim zdobyłyśmy się na reakcję.
- Nie wiem jak ty, ale ja właśnie zacznę dokuczać, ten zapach mnie wnerwia! - jęczałam.
- Cicho, zobacz, przeniosły się! - z Wioli buchało nadzieją.
I jakże słuszną! Nasz stragan stanowił strefę wolną od czarnego, napastliwego draństwa! Zaczęłyśmy w każdej wolnej, od obsługiwania klientów chwilce wypatrywać naszego dobroczyńcy. Wreszcie się zjawił, chyba nie rozumiał co do niego mówimy. Przyglądał się nam z miłym uśmiechem a następnie ku zdumieniu, znienacka ułozył się na ziemi, głowę lokując na sandałach Wioli i błogo zasnął... Tak więc, nasz stragan zionął obrzydliwą wonią kwiatków i oparami alkoholu... Wiola litosiernie podetknęła mu zwinięty w kłąb żakiet i wróciła do obowiązków.
- Pani patrzy - wyszeptał konspiracyjnie Wędkarz.
Spojrzałam w kierunku wyznaczonym przez wywrócone oczy sąsiada. Nawet rzec można wytrzeszczyłam się. Rozejrzałam się szybko szerzej, bo a nuż kierunek nie był słuszny? Wszyscy gapili się w jedną stronę. Nic szczególnego nie widziałam. Nadchodziła jakaś korpulentna dama, ubrana nawet z sensem,  gustownie, stosownie do tuszy. Tuż za nią szedł facet w wieku starszawym i tylko tym się odznaczał, że był ubrany w ogrodniczki, wersja mini, co wyglądało idiotycznie. Przelotnie mu się przyjrzałam. Daniel O. to pewnie była ta sensacja? Zawsze myślałam, że on jest wysoki... Zresztą nigdy go nie lubiłam, jako aktora rzecz jasna.
Zrobili zakupy przy straganie z używanymi rzeczami. Pare dni ludzie mieli co sobie opowiadać.
Ja już niecierpliwie czekałam na Nadię.


Nadia

Nadia to moja znajoma z Ukrainy. Zwykle prawie pół roku spędza w Polsce sprzedając rękodzieło, gdzie tylko się da. Na ogół na przeróżnych kiermaszach i jamarkach. Zanim ją poznałam zachwycałam się rzeczami, którymi handlowała. Owszem masówka, czasem nawet niestarannie wykonana, na ilośc a nie na jakość. Jednak miała urok i wdzięk kiczów, a przy tym było to tanie niezmiernie. Czasem ratowałam się tym towarem mając obrzydliwe uczucie brania udziału w wyzysku. Z jednej strony to uczucie, z drugiej finansowy ratunek. Jak to jest możliwe, żeby świadomie się na to zgodzić? Nadia tłumiła moje wyrzuty sumienia, tłumacząc że ludzie, którzy to robią są z zapłaty zadowoleni... chętnie przyjmowałam te wyjaśnienia, używając ich jako plastra na swoje obolałe sumienie.
Tym razem przywiozła naprawdę masę towaru i to same ciekawe rzeczy. Drewniane gwizdki-ptaszki, fujarki, solniczki-sowy. To nie jest śmieszne, to się sprzedaje ponieważ jest tanie i miłe oku.

Przywiozła też biżuterię, za którą się złapałam natychmiast w celach przeróbkowych. A także inne rzeczy. Ręcznie haftowane ręczniki, które do dziś używane są na weselach. To ciągle kawał starej tradycji, kultywowanej z pokolenie na pokolenie. Nie muszą się podobać wszystkim, ale przerobione na spódnice i tuniki zrobiły furorę w Europie!

Te ręczniki są haftowane krzyżykami, lub tkane.

Dziś jest renesans techniki zwanej filcowaniem, mało kto wie, że tuż za naszą granicą powstają piękne w swej surowej prostocie filcowane huculskie narzuty - liżniki. Są tam jeszcze domy, w  których stoją warsztaty i tka się starymi metodami. Tak mogę godzinami, bo przecież i w Polsce jeszcze tli się sztuka ludowa i rękodzieło artystyczne. Będzie o tym jeszcze dużo, dużo więcej.
Tymczasem wspominam Miasteczko i naszą walkę o byt. Nadia nas podratowała. Było sporo dzieci, które pytały nas: ma pani coś za dwa złote? za pięć? A nawet za parę groszy. Czasem było nam przykro, że nic tańszego nie mamy.
Wyrzuty sumienia, które boksowały mnie jednak koiłam myślą, że kiedyś się zrehabilituję... 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
vivictoria
Czas publikacji:
piątek, 04 lipca 2008 10:58

Polecane wpisy

  • WCZASY V

    Od samego początku tęsknym okiem wodziłyśmy za szczęśliwcami, którzy siedzieli sobie w dużych, wiklinowych koszach plażowych. Jakoś nam się to wydawało luksusem

  • WCZASY IV

    Siedziałyśmy niemrawo przy stoliku, gapiąc się jednakowo bezmyślnie na talerze i przeczekując Babę. Baba odwala trzy razy dziennie ten sam rytuał. Przechodząc p

  • WCZASY III

    To było dziwne. Z jednej strony stanowiłyśmy najweselszą grupę na tych wczasach, z drugiej nasze niezadowolenie rosło... Wymagano tam karności i dyscypliny, co

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dagny14 napisał(a) komentarz datowany na 2008/07/04 16:33:14:

    Piękne hafty.A jakie stroje ludowe z Ukrainy są sliczne.

  • edi-bk napisał(a) komentarz datowany na 2008/07/04 21:57:31:

    Na Ukrainie mają piękne hafty. Tak samo w Rumuni. Do dziś pamiętam bluzkę którą mama mi przywiozła. Biała, delikatna i piękne czerwono-czarne hafty. Płakałam jak oddawała komuś bo była na mnie już za mała. Pozdrawiam cieplutko.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Bag Lady Blog

KONTAKT

@