bag_lady

Wpisy

  • wtorek, 06 kwietnia 2010
  • poniedziałek, 05 kwietnia 2010
    • ŚWIĄTECZNY CZAS

      Kochani, życzę Wam, by ten czas świateczny napełnił Was radością, przyniósł dobre zmiany, podarował chwile refleksji. Życzę zdrowia, życzę nawyków dbania o nie: wiosna temu tak sprzyja!

       

      Mnie świąteczne przygotowania wykończyły, totalnie powaliły... Nie, żebym szalała i szykowała ucztę na niezliczone tłumy obliczoną, zwykłe, proste potrawy, jakieś ciasto, bo wypada... i padłam bez życia. Owszem czynnik psychologiczny gra tu rolę dużą, bo tych zajęć nienawidzę cała sobą - staram się zracjonalizować te uczucia, nic z tego. Przed każdymi świętami jest to samo - zamiast odzyskać lekkość motyla i świętować prawdziwie, cierpię katusze, leżę bez życia. Żadna siła mnie nie wywlecze z domu, choćby była cudna jak dziś pogoda. no koszmar. Owszem, znajduję czas ne medytacje i roaważania, ale nie tak, jakbym chciała... Zwyczajnie brak siły fizycznej - tej jakoś nigdy nie miałam, ale dlaczego mogę często siedzieć przy swojej robocie, wiele godzin i tego trudu skutków nie odczuwać?! Zresztą to nie jest siedząca robota, to wiele róznych czynności, które wykonuje się stojąc, choć niektórzy potrafią prasować siedząc. Chyba tylko czynnik psychologiczny decyduje - rób, to co kochasz, a nie będziesz musiał pracować?

      Oczywiście kluczem jest też mój wrodzony brak apetytu i stosunek do jedzenia jako takiego, traktuję je jako zło konieczne i idę po najkrótszej linii oporu: co tylko można na surowo, to po co sterczeć i gotować?!

      No dobrze, nie będe narzekać więcej. Święta powoli sie kończą, mam jeszcze jeden film do obejrzenia - nie oglądam TV, nie chodzę do kina, więc gromadzę sobie filny, możliwie pogodne, do obejrzenia w święta.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „ŚWIĄTECZNY CZAS”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 kwietnia 2010 13:15
  • czwartek, 01 kwietnia 2010
    • WYWROTKA NA JAJACH

       

      Nie dałam rady i akurat w tym przeświątecznym czasie sie wysypałam. Nic wiekiego, spadek samopoczucia, zapewne efekt chemii, plus stres, czy dam radę sprostać świętom i kilka dni byłam nie do życia.

      Wobec tego muszę prosić i przenieść rozpoczęcie kursu szycia na po świętach - jednak wzięłam za duże tempo, przesadziłam i potrzebuje tych kilku dni względnego spokoju i oderwania od codzienności, jednak tak.

      Dotarła do mnie niezwykła kartka od JANOLI (czy mam Jej link???) - piękny precyzyjny haft, każdy detal wykończony a frywolitkowy bukiecik ?! Coś naprawdę prześlicznego!

      Hiacynt szaleje dosłownie, kwitnie nawet tam gdzie nie powinien, urósł niesamowicie, jest olbrzymi!

      Przyznam, że ta cała okołoświąteczna robota wytrąca mnie z równowagi, bo praca leży... i stresuję się okropnie...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „WYWROTKA NA JAJACH”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 kwietnia 2010 19:05
  • niedziela, 28 marca 2010
    • CZEŚĆ TRADYCJI ODDAJĘ

      Wcale nie zniknęłam, poddałam się! Terrorowi tradycji, wcale nie takiej głupiej. Proste czynności sprzątania dają czas na przemyślenia, w końcu machanie ścierką nie jest zajęciem intelektualnym, więc można. Sprzątam często, więc raczej to było układanie, upychanie na tej małej powierzchni jaką mam, porządkowanie.

      Hiacynt rekordowo urósł i kwitnie pięknym delikatnym różem na dodatek, wprost wytwornie pachnie - nie przypuszczałam, że za 2zł można sprawić sobie tyle rozrywki i radości :)

      Na zdjęciu niżej kurczaki - ocieplacze jaj, kurs szycia z wykrojem już wkrótce - piszę tak na wszelki wypadek, mam nadzieję, że już! Byle coś mi nie przeszkodziło, ale ostatnio tylko kończę zamówienia, te skandalicznie opóźnione i będę człowiekiem z twarzą, mam nadzieję...  

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „CZEŚĆ TRADYCJI ODDAJĘ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 marca 2010 21:32
  • piątek, 26 marca 2010
    • TAKIE ZIÓŁKO

      Nienawidzę robić zakupów, nienawidzę dźwigać, ale niestety ktoś musi. Wczoraj w markecie ręka sama mi skoczyła do czegoś dziwnego w doniczce, wyglądało jak brokułek mini ukryty głęboko między między listkami, podpis: hiacynt. Cena 2zł... Lubię hiacynty, natomiast nie lubię specjalnie roślin ozdobnych w doniczkach - zapominam o nich i wysychają. Owszem mam rośliny ale do jedzenia :) Tak więc obok pietruszki i bazylii, stanął hiacynt i oszalał! Rośnie w oczach, od wczoraj podniósł się w górę o dobre 5cm! Ciekawe co będzie dalej. Narazie to jedyna zielenina, świat tutaj jeszcze szary, choć drzewa w seledynowej lekkiej mgiełce, chyba potrzebny jest ciepły deszcz, by zieleń buchnęła wszędzie?

      W sumie dziś dzień roboczo stracony, musiałam odwalić domowe obowiązki. Mama znów była na spacerze, to było przyjemne.  Zawsze mną szarpie nieprzyjemnie - co wybrać, egoistycznie pracować, czy zająć się nielubiana, acz konieczna domową robotą?

      Jedyny sposób to wydłużyć dzień, mniej spać? Jak pomyślę ilu ludzi się nudzi, z nudów wpada w depresję...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „TAKIE ZIÓŁKO”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      piątek, 26 marca 2010 20:37
  • czwartek, 25 marca 2010
    • PIERWSZY SPACER

      Dziś poczułam potrzebę zwolnienia, po wczorajszej chemii niby nic się nie dzieje, ale poczułam że trzeba łagodniej, wolniej. Podłubałam przy rozetkach, zrobiłam lepsze trochę zdjęcia śliniaczka. U nas jeszcze nie tak popularny typ naszyjnika, zobaczymy.

      Jednak najważniejsze, że odbył się pierwszy po złamaniu spacer mojej mamy! Wyszłyśmy razem rzecz jasna, pogoda piękna była. Mama bez problemu pokonała schody! Spacer nie był długi, bo mięśnie nieprzyzwyczajone nie mogą się przeforsować. Chodzenie po domu to zupełnie co innego.

      Roznosi mnie energia - dodatkowo napędzana przez sterydy, znowu muszę brać spore dawki. Nie myślę, że chemia to ryzyko wznowienia półpaśca, on musi przepaść!

      I jeszcze śmiesznostka. Nie lubię słodyczy, nie znoszę czekolady, ale po chemii dopada mnie na nią ochota. Dziś w ramach realizowania zachcianki, kupiłam Ptasie Mleczko, jakaś promocja to była, cena niższa podobno. Ha! Oględziny wykazały, że w pudełku nie ma 500g jak podobno było zwykle, zelżało na 420g... Nie znoszę takich oszukaństw! Nagle przeszła mi ochota na słodycz.

      ***

      Jestem bardzo wzruszona Waszymi komentarzami, dziękuję, bardzo dziękuję za słowa i modlitwy.  Nie wiem jakimi słowami można za to podziękować!

       ***

      Niedługo, bardzo niedługo: candy i lekcje szycia!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „PIERWSZY SPACER”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 marca 2010 20:41
  • środa, 24 marca 2010
  • wtorek, 23 marca 2010
    • SZPIK

      Co tu dużo pisać, robili mi dziś biopsję szpiku... na przytomnie u mnie to niemożliwe, musieli mnie uśpić... Wróciłam jeszcze trochę otumaniona, by pokotłowac się z urzędem skarbowym, dla którego jestem zdrowa jak stado byków.

      Teoretycznie jestem ciągle w szpitalu, kiedy mnie wypiszą nie objawili... Nie wiadomo też co będzie jutro - zdecydują pewnie po wynikach tej biopsji. Cholerka, boli mnie, nie nie powiem co, no miejsce gdzie wykonali tę biopsję.

      Psychicznie jestem podłamana, kręciłam róże, żeby się uspokoić, ale wątpie czy zasnę dziś - kłopoty walą drzwiami i oknami, finanse leżą martwym trupem i nijak się nie chcą dać reanimować - zaszkodziła mi długa przerwa na półpasiec bardziej niż przypuszczałam, odzyskać stracone pozycje jest ciężko, nigdzie próżnia nie jest stanem naturalnym, na to nie ma rady, a świat nie zastygnie z nogą w powietrzu czekając, aż będę mogła pracować lepiej. Obym tylko mogła! Już widzę, że jutro stracone, nie wiem co dalej i chyba zapytam choć nie jest to mile widziane - pacjent ma słuchać i być niemową.

      Jeszcze a propos szpiku, to w Toruniu powstała inicjatywa - napiszę o niej więcej i powieszę plakat na blogu. Podobno w Polsce co półtorej godziny ktoś słyszy diagnozę: białaczka... A dawców szpiku mamy znikomą ilość. 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „SZPIK”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 marca 2010 20:23
  • poniedziałek, 22 marca 2010
    • ZARAZA, JAK DŻUMA

       

      Obiecałam sobie: ani jednego motka więcej! Nic z tego, na blgach szaleje zaraza niczym tajfun i mnie też porwało, już nie będę palcem wytykać gdzie się to zaczęło... Do zarazy dołaczyła się moja namiętność do jedwabiu i oto fragment nabytku: len z jedwabiem. Coś cudnego, włóczka nawet niezbyt cienka, robi wrażenie ciut zgrzebne ale w dotyku jest przyjemna bardzo, po praniu będzie jeszcze lepiej, bo jest natłuszczona. I ma piękne kolory! Choć na zdjęciu oczywiście przekłamane. Któregoś dnia zamorduję ten aparat!

      Na obie włóczki pomysły mam od dawna, teraz tylko czas potrzebny, ale chętnie wrócę do dziania, a nawet muszę!

      Na drugiej focie jedwabne materie, które przyfrunęły wcześniej -istna feeria barw, złapię się za nie niedługo, choc wolę jedwab bez wzorów.

      Te włóczki mi trochę pomogły dziś - oklapłam wobec jutrzejszej perspektywy szpitala i badań - odwróciły na chwilę uwagę, od tego, co ponure. To samo zadanie mają plany na zaś :)

      Jutro wieczorem będę wiedziała co dalej i biorąc to pod uwagę zacznę kurs szycia.

        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „ZARAZA, JAK DŻUMA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 marca 2010 20:46
  • niedziela, 21 marca 2010
    • MOTYLEM NIE JESTEM

      Zdążyłam!!! Akurat zamówienie zbiegło się z wiosną jak gacie po praniu - motylki broszki gotowe, choć zdjęcia są nienajlepsze, ale nie będę się zabijac deską, bo mam plany na następne! Te broszki miały być umiarkowane, do spinania szali, raczej w dzień, nie wieczorowo, więc nie są przeozdobione.

      Spieszę się szaleńczo, bo szanowny wtorek nie wiadomo co zadecyduje - w każdym razie dzień przepadnie w szpitalu i już myślę co tu robić, oznacza to kilka godzin czekania, siedzenia... Trudno coś wykombinować, bo być może będzie kroplówka, jedna ręka odpada. Mogę się uczyć i wezmę podręcznik. Zapewne będę mogła pisać, notować zawsze coś.

      Moja mama podśpiewuje:

      ,,Już wiosna kalendarzowa,
      Niedługo przyjdzie prawdziwa.
      I tylko patrzeć, i tylko patrzeć,
      Jak chłopcy zaczną podrywać."

      Nie wiem czyj to tekst?

      W każdym razie ważny krok w wiosnę zrobiony!!! Teraz wszystko musi, musi być lepsze, ładniejsze, zielone i już!

      Pięknej Wiosny Wam życzę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „MOTYLEM NIE JESTEM”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vivictoria
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 marca 2010 16:16

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Bag Lady Blog

KONTAKT

@